czwartek, 13 kwietnia 2017

Czy ED może wyjść nam na dobre?

Pewnie niewiele osób mogłoby się spodziewać, że i z takiej sytuacji można wynieść coś dobrego, a jednak! Dla wszystkich niedowiarków dziś chcemy pokazać wam, że „dzięki” tej chorobie trochę inaczej patrzymy na pewne sprawy J
Mówiąc o zaburzeniach odżywiania, zazwyczaj skupiamy się na negatywnych śladach, jakie odcisnęły one na naszym życiu. Zarówno tych dotyczących sfery psychicznej, jak depresja, lęki, zniszczone relacje z innymi ludźmi, jak i dotyczących naszego zdrowia fizycznego: zaburzeniach metabolizmu i pracy różnych narządów, zniszczonych włosach, skórze, zębach… Myślimy o tych wszystkich latach, często będących okresem, który powinien być jednym z najlepszych w naszym życiu. Myślimy o niewykorzystanych okazjach, wieczorach spędzonych w domu  (bo przecież każde wyjście to ryzyko narażenia się na wspólny posiłek), kłótniach z najbliższymi. Zastanawiamy się często, co by było „gdyby”: jak wyglądałoby moje życie, jaką był(a)bym osobą? Niejednokrotnie mamy do siebie żal, że daliśmy się złapać w pułapkę ED i oddalibyśmy wszystko, żeby cofnąć się w czasie i podjąć inne decyzje. Czy jednak czas choroby można uznać w 100% za czas „zmarnowany”? W końcu podobno nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. I nam udaje się dostrzegać pewne „plusy”.
Przede wszystkim, co nie zabije to wzmocni. Pewnie, nie w każdym przypadku ta zasada sprawdza się w 100%, praktycznie każde złe doświadczenie czegoś nas uczy. Czego więc mogą nauczyć zaburzenia odżywiania? Na pewno tego, jak mylące i fatalne w skutkach może być stawianie wyglądu przed zdrowiem, szczęściem i całą resztą. Kto przeszedł przez ED, przekonał się na własnej skórze, że osiągnięcie swoich wyimaginowanych ideałów wcale nie sprawia, że nagle życie staje się lepsze, a wręcz przeciwnie – że osiąganie ich absolutnie nie jest warte swej ceny. Patrząc na cudze ciało, potrafi zadać sobie pytanie, co je ukształtowało i często zamiast zazdrości – poczuć współczucie lub ulgę, że w naszym przypadku, to już przeszłość. Generalnie – potrafi wybrać to, co ważniejsze, czyli spokój ducha i zdrowie psychiczne.
Wydaje nam się, że inaczej patrzymy też na ludzi, szczególnie przedstawicielki naszej płci, które są dużo bardziej wrażliwe na punkcie swojego wyglądu i rozmiarów, a co za tym idzie łatwiej je zranić. Choroba, której doświadczyłyśmy sprawia, że zanim kogoś ocenimy ze względu na wygląd, dwa razy zastanowimy się czy przypadkiem ta dziewczyna sama nie zmaga się z problemami związanymi z zaburzonym obrazem siebie, czy nie przechodzi nawet w pewnym stopniu przez to co my mamy przynajmniej w dużym stopniu za sobą. Nie tylko wychudzone „wieszaki” to anorektyczki, objawów zaburzeń odżywiania jest wiele, a tylko jednym z nich jest chudość. To problem, który pojawia się w głowie a jego konsekwencje często są na pierwszy rzut oka w ogóle niewidoczne i niestety często bagatelizowane przez społeczeństwo co nie raz powoduje pogłębienie problemu. Dlatego warto się dwa razy zastanowić zanim nazwiemy kogoś grubym, czy w jakikolwiek sposób urazimy. Dotyczy to również osób, które starają się uporać z chorobą. Pamiętajmy, że w kwestii sylwetki osoby z ED są bardzo delikatne i lepiej darować sobie żarty jej dotyczące, bo łatwo kogoś skrzywdzić, ale to temat na osobny wpis.
Uczą też siły i przezwyciężania własnych słabości. Na początku mamy wrażenie, że tych cech uczy nas odmawianie sobie jedzenie czy obsesyjne treningi. W końcu każdy wie, ile wysiłku wymaga czasami odłożenie kolejnego ciastka czy kostki czekolady. Tymczasem prawdziwa walka z samym sobą zaczyna się wtedy, kiedy chcemy się pozbyć choroby, która już na dobre zadomowiła się w naszej głowie. Ile samozaparcia trzeba, żeby codziennie przezwyciężać dręczące myśli i wyrzuty sumienia, żeby ignorować wzrastający numer na wadze, żeby każdego dnia na nowo podejmować decyzję o wyrzuceniu ED ze swojego życia… No właśnie, kto tego nie doświadczył, może sobie tylko wyobrażać, a zapewniamy, że wyobrażenia i tak są pewnie lżejsze, niż rzeczywistość. Taka walka, zwłaszcza już wygrana, pozwala mierzyć się i z innymi problemami: w pracy, w nauce, w związkach, przyjaźniach… W końcu skoro pokonaliśmy TAKIEGO wroga, co mogłoby pokonać NAS? No pewnie, że nic!
Kolejna sprawa. Znajomości oparte na zaburzeniach odżywiania mogą być zgubne i prowadzić jedynie do wspierania się w trwaniu w chorobie. Albo i gorzej – do absurdalnej konkurencji: kto schudnie więcej, kto szybciej trafi do szpitala, kto dostanie mocniejsze leki? Tak może, ale nie musi to wyglądać. Nic tak nie łączy, jak wspólne przejścia, a znalezienie osoby, która przeszła to co my, jest bezcenne. Rozmowy, w których w końcu ktoś nas w pełni rozumie, są ogromną ulgą i jednocześnie motywacją do dalszej walki. Świetny przykład: my. J Dzięki temu, że mamy za sobą takie, a nie inne historie, poznałyśmy i siebie nawzajem, i kilka naprawdę wspaniałych osób.
Za to czy ktoś pomyślałby, że ED mogą nas w pewnym sensie „zatrzymać w czasie”? W głębinach internetu znalazłyśmy kiedyś wypowiedź pewnej dziewczyny, która pisała, że lekarze powiedzieli jej o pewnym ciekawym „zjawisku”. Kiedy wychodzimy z zaburzeń odżywiania, nasz umysł znajduje się w takim wieku, w jakim był przed chorobą. Tak jakbyśmy w czasie tych wszystkich lat wypełnionych ED wcale się nie starzeli. Może mieć to sens, bo ED pozbawia wielu doświadczeń i emocji, które są właściwe dla zdrowych rówieśników. Nie mówiąc już o zaburzeniach funkcjonowania całego układu endokrynnego, a więc regulującego pracę hormonów. Dodatkowo, jeśli człowiek uświadamia sobie,  że jest w pełni, lub prawie w pełni wolny od ED np. w wieku 22 lat, a poprzednie lata wolne od ED kończyły się na 13 roku życia, to okazuje się, że trzeba całkiem sporo nadrobić – innymi słowy, po prostu zacząć żyć, bawić się i robić to wszystko, na co można było przeznaczyć czas spędzony z chorobą. To by tłumaczyło, dlaczego często osoby z historią zaburzeń odżywiania są postrzegane jako ciut niedojrzałe, czy wręcz infantylne. Wybaczcie, według takiej rachuby, po prostu mamy jakieś 16 lat. :D Ale czy to nie cudownie wiedzieć, że łatwiej nam zachować w sobie cząstkę dziecka, które ma w sobie wrażliwość, wyobraźnię i umiejętność cieszenia się z rzeczy, których nasi rówieśnicy często nie dostrzegają?
Jeśli w wypowiedzi tej dziewczyny jest chociaż ziarenko prawdy (a wydaje nam się, że nawet całkiem sporo),  to my w takim razie  jakkolwiek by to zabrzmiało cieszymy się, że „dzięki” temu nigdy nie staniemy  się „nudnymi i poważnymi dorosłymi” od czego zawsze uciekałyśmy.
I ostatnia sprawa. Najlepsze, co można zrobić, mając za sobą ciężką historię związaną z odżywianiem, to wykorzystać ten fakt dla zrobienia czegoś dla innych. Nie potrzeba wiele – poświęcony czas, empatia, zrozumienie, pomoc dietetyczna czy psychologiczna… Czasem drobne gesty znaczą dla kogoś więcej, niż możemy sobie wyobrazić. Jeżeli choć jedna osoba dzięki zrozumieniu i wsparciu jakie możemy okazać poczuje się dzięki temu lepiej, to tym bardziej utwierdzamy się w przekonaniu, że nic w naszym życiu nie dzieje się bez przyczyny. Jak pisze Rupi Kaur:

Tak kochani, pomoc tym, którym jeszcze nie udało się wyjść z tej paskudnej dziury zwanej ED, to prawdziwa złota cegiełka pomagające odbudować czyjeś życie. Korzystajcie z tej możliwości.

Chcemy wam również życzyć wszystkiego najlepszego z okazji zbliżającej się Wielkanocy! Miło spędzonego czasu z bliskimi, oczywiście przy stole zastawionym smakołykami, których nie będziecie sobie żałować :)

Do usłyszenia!